"Kolejna fala upałów w Polsce i w całej Europie" to nagłówek, który rynek czyta jako wygraną producentów klimatyzacji. Prawdziwą, trwałą marżę z każdego kolejnego rekordowego lata zgarnia jednak zupełnie inne ogniwo łańcucha: garstka producentów czynników chłodniczych (freonów), którzy siedzą na globalnie reglamentowanej, zamkniętej podaży gazu.
Mechanizm zaczyna się od regulacji, nie od pogody. Poprawka z Kigali zamroziła światową produkcję wodorofluorowęglowodorów (HFC), europejskie rozporządzenie F-gaz tnie unijne kwoty skokowo, a amerykański AIM Act redukuje produkcję i konsumpcję w USA. Efekt jest paradoksalny: rozdrobniony, niskomarżowy towar zamienił się w oligopol chroniony przez państwo. Kluczowe jest to, że Chiny kontrolują około 70% globalnych kwot produkcyjnych, więc to Pekin, a nie klimatyzator z półki, wyznacza dostępny wolumen. Gdy podaż jest z góry ograniczona ustawowo, każdy dodatkowy kilogram popytu przekłada się bezpośrednio na cenę.