Odruch jest automatyczny. Fed sygnalizuje podwyżkę i wszystko, co ma w nazwie słowo „hipoteczny”, idzie na sprzedaż, bo każdy wie, że wyższe stopy zabijają wolumen udzielanych kredytów. Ten odruch był słuszny wtedy, gdy spółki hipoteczne były fabrykami kredytów, a ich wyniki żyły i umierały razem z pipeline'em nowej sprzedaży. Dziś jest znacznie mniej trafny, bo w bilansach dużych niebankowych spółek hipotecznych nie dominują już kredyty przeznaczone do sprzedaży. Dominują prawa do obsługi kredytów hipotecznych.
Prawo do obsługi to umowne roszczenie o pobieranie niewielkiej rocznej marży, zwykle rzędu 25 do 30 punktów bazowych, od salda kredytu tak długo, jak długo ten kredyt żyje. Jego wartość jest więc zakładem na duration postawionym na odwrót. Jeśli kredytobiorca refinansuje kredyt, marża znika i aktywo nie jest warte nic; jeśli kredytobiorca zostaje unieruchomiony tam, gdzie jest, marża płynie latami. Czyni to z MSR jedno z bardzo nielicznych aktywów o ujemnym duration w całych finansach: zyskuje na wartości, gdy stopy rosną. Co kluczowe, duzi serwiserzy wykazują te prawa w wartości godziwej i przeszacowują je co kwartał, więc zysk nie jest powolnym narastaniem, które kiedyś tam się ujawni. Ląduje w rachunku wyników w tym samym kwartale, w którym następuje ruch stóp.