Rekordowe ceny na stacjach w weekend Labor Day zwykle czyta się jako historię o popycie: za dużo kierowców, za mało baryłek. Dla większości kraju taka interpretacja się broni. Nie broni się na Zachodnim Wybrzeżu, gdzie spread wobec Wybrzeża Zatoki rozszerza się z powodów, które nie mają nic wspólnego z tym, ilu ludzi gdzieś pojechało. Kalifornii brakuje rafinerii i kończą jej się sposoby na ukrywanie tego faktu.
Strukturalny fakt, którego prawie nikt poza działami energetycznymi nie wycenia poprawnie, jest taki, że Kalifornia to fizyczna wyspa w amerykańskim systemie paliwowym. Żaden rurociąg produktowy nie przechodzi przez Góry Skaliste do stanu. Każda zużywana tam baryłka jest albo przerobiona w Kalifornii, albo dowieziona statkiem. Na tym tle stan traci moce przerobowe: Phillips 66 wygasił swoją rafinerię w Los Angeles, a Valero podjęło decyzję o zakończeniu działalności w Benicii. Razem te dwa zakłady odpowiadają za blisko jedną piątą kalifornijskich mocy przerobu ropy. Usunięcie jednej piątej podaży z rynku, który nie może importować drogą lądową, nie podnosi cen odrobinę. Zmienia to, kto ten rynek zaopatruje.