Rynek utożsamia rewolucję GLP-1 z dwoma nazwami: Eli Lilly i Novo Nordisk. Tymczasem każda dawka wstrzykiwanego leku na otyłość i cukrzycę (Wegovy, Zepbound, Mounjaro, Ozempic) potrzebuje czegoś więcej niż samej cząsteczki: farmaceutycznego szkła, elastomerowych korków i tłoków oraz precyzyjnego wstrzykiwacza. Wraz ze skalowaniem wolumenów prawdziwe wąskie gardło przesuwa się od chemii w stronę opakowania pierwotnego i urządzenia do podania.
Powód jest strukturalny. Leki biologiczne podawane w iniekcji wymagają szkła borokrzemowego o rygorystycznych parametrach (fiolki, wkłady, strzykawki), elastomerowych zamknięć o skrajnie niskiej ilości cząstek i substancji wymywalnych oraz walidowanych platform penów i autowstrzykiwaczy. Kwalifikacja nowego dostawcy trwa lata, jest kapitałochłonna i obwarowana wymogami regulatora. Dlatego rynek ma postać wąskiego oligopolu, w którym mocy nie da się dostawić z dnia na dzień. Gdy wolumeny GLP-1 idą w setki milionów dawek rocznie, popyt na te komponenty strukturalnie wyprzedza ograniczoną podaż.